Przyszedł czas na przetestowanej ostatniej wersji Banfii… Z jednej strony jestem dumna, że potrafiłam przetestować je wszystkie… Z drugiej smutna, że nie będzie kolejnej… Nie ma się, co oszukiwać… Drugiej tak dobrej wcierki i tak taniej – 20 zł za 200ml – ze świecą szukać. Teraz już będzie tylko opcja droższych wcierek… W sumie, na którą nie wiem czy do końca mam ochotę się decydować…

Zacznijmy od początku…

Za mną dość spory okres „bez-wcierkowy”. Ostatnią wcierkę, jaką stosowałam była biała Banfi – w tym poście znajdziecie rezultaty z jej stosowania. Także okres stymulacji wzrostu moich włosów zakończył się z dniem 30 kwietnia. Potem jedynie od święta jakiś olej, ale głównie to regularne peelingi skóry głowy. Żadnych ekstra stymulatorów włosów.

Teraz nie wiem czy moje włosy zaczynają się szykować na jesień, ale znów odczuwam wzmożone ich wypadanie. W sumie zawsze to jest dla mnie ewidentnym powodem i mobilizacją do zaczęcia stosowania wcierki. Nigdy moim głównym celem nie było przyśpieszenie wzrostu włosów, a jedynie ich wzmocnienie. Także aktualnie jestem na etapie ponownego używania Banfi, aż do jej całkowitego wykończenia.

Kilka słów na temat….

Lady Banfi

Rzeczywiście Lady Banfi ma najdelikatniejszy zapach (w porównaniu do klasycznej wersji i dwóch wersji białych). Na pewno otwierając butelkę uderza nas zapach alkoholu. Dopiero po dłuższym wąchaniu da się wyczuć delikatny słodki zapach ziół. Po jej aplikacji zapach dość szybko się ulatnia. Może być on delikatnie wyczuwalny jedynie przy przerzucaniu włosów czy na dworze przy podmuchach wiatru. Szybko ginie i na pewno nie jest nachalny, ani duszący.

Żółty płyn aplikuję za pomocą strzykawki 5 ml. Niewielką jego ilość aplikuję w kilka miejsc na głowie, po czym rozmasowuję go na całej skórze głowy. Po jego aplikacji można odczuć delikatny, przyjemny chłód. Skóra wydaje się być odświeżona, zmniejsza się uczucie tłustości (nagromadzenia łoju) na skórze głowy.

Czas trwania:

Lady Banfi – wcierałam 01.07.-21.07. Pomiaru dokonałam 29.07.

Za każdym razem robiłam 3 pomiary – z czubka głowy (góra), ze środka, i ze skrajnej linii włosów przy szyi (dół).

Startowałam od długości: góra – 65 cm, środek- 57 cm, dół 37 cm.

Wyniki:

Po aplikacji Lady Banfi długość prezentowała się następująco: góra – 66 cm, środek- 58 cm, dół-38 cm.

Rezultaty:

Jak nie trudno zauważyć przyrost  w trakcie stosowania Lady Banfi wynosi + 1 cm. Cieszy mnie fakt, że w każdej części głowy, tak owy był. Gdyż najbardziej zależy mi na przyroście dolnej partii włosów. Nadal czekam na więcej niżeli 40 cm, dolnej partii, gdyż chcę włosy sprzedać. A owe 40 to minimalna długość, jaką mogę sprzedać.

Jeżeli chodzi o drugi aspekt używania wcierki, czyli o zmniejszenie przetłuszczania włosów, a tym samym wydłużenia odstępu między kolejnymi myciami, to niestety ta wersja Banfi sprawdzała się najgorzej. Praktycznie w ogóle nie pomagała w rzadszym myciu włosów. Fakt! Odbijała włosy od nasady. Gdy aplikowałam ją rano, w dzień mycia, bo chciałam przełożyć je na wieczór, mogłam wyjść do ludzi, ale przetłuszczenie bardzo szybko znów się pojawiało (po ok. 3h). Co do zmniejszenia wypadania, dałabym jej mocną 3 – trója to już nie tak źle, ale do piąteczki nadal dużo brakuje.

To moja osobista opinia. Na każdej głowie może sprawdzić się inaczej.

 

OGÓLNE WNIOSKI!

Jeżeli chcecie zacząć stosować wcierkę w celu szybszego wzrostu włosów nie ważne, którą Banfi wybierzecie. U mnie regularne stosowanie przez okres 3 tygodni dawał rezultat +1 cm do długości na koniec miesiąca (po 4 tygodniach). Gdy problematyczny jest dla Was zapach bądź zbyt szybkie przetłuszczanie odsyłam Was do analizy poszczególnych Banfi (znajdziecie je tutaj post1 i post2).

Dla mnie te wcierki są niezastąpione. Też są Waszymi ulubieńcami? Macie inne, godne polecenia? W ogóle stosujecie taki sposób wzmocnienia włosów? Dla mnie jest on dużo lepszym rozwiązaniem niżeli suplementy (tabletki) czy ziółka do picia (skrzyp, pokrzywa itp.).

Pozdrawiam Was serdecznie! Życzę sobie i Wam by nasze włosy dobrze zniosły nadchodzący sezon jesienno-zimowy smiley .